Bodo (2017) online pl HD

bodoProdukowanie jednocześnie filmów kinowych i seriali to w Europie dość częsta praktyka. Z finansowego punktu widzenia ma to sens. Czy jednak jest to inicjatywa uzasadniona artystycznie? „Bodo”, który wchodzi do kin rok po premierze w telewizji, udziela na to pytanie odpowiedzi. I jest ona negatywna. Tomasz Schuchardt Eugeniusz Bodo pozostaje jedną z największych ikon polskiego kina okresu międzywojnia. Obdarzony był wielkim talentem i jeszcze większą charyzmą. Był postacią barwną i kontrowersyjną, bohaterem licznych plotek i skandali obyczajowych. Niestety kinowy „Bodo” nie był w stanie uchwycić charakteru artysty. Wiele z najważniejszych faktów z życia bohatera prezentowanych jest tu wyłącznie w słownych deklaracjach, które nie mają przełożenia na emocje. Przyczyną tego jest sama forma filmu, która niestety sprawia wrażenie, jakby zbudowana została ze ścinków serialu. Rzuca się to szczególnie w oczy osobom, które (jak piszczący te słowa) nie widzieli wszystkich 13 odcinków. W wielu scenach, przede wszystkim występów scenicznych Eugeniusza Bodo, widać elementy, które z punktu widzenia filmu nie mają większego sensu. Są to na przykład liczne przebitki na postaci, które w kinowym „Bodo” praktycznie nie funkcjonują. Ich obecność wyraźnie sugeruje, że jest jakieś „przed” i „po”, że postaci te mają dla głównego bohatera znaczenie. Niestety scen tych nie ma w filmie, więc widz pozostaje jedynie z wrażeniem, że coś mu umyka. Anna Pijanowska Wydaje się, że twórcy filmu byli świadomi tego problemu i próbowali go zneutralizować, tworząc jeden główny wątek, któremu miała być podporządkowana cała fabuła kinowego „Bodo”. I była to jak najbardziej trafna decyzja. Tyle że nie do końca udało się ją zrealizować. Tym wątkiem jest wielka miłość Eugeniusza Bodo do Ady. Zamiast jednak stanowić oś filmu, jest bardziej jego niedopiętą klamrą. Ma znaczenie na początku i pod koniec. Kiedy jednak Ada znika z ekranu, to całkowicie. Jej duch powinien determinować działania Bodo, ale gdyby nie jedna uwaga rzucona przez matkę bohatera, można byłoby w ogóle tego nie odczuć. Jest kilka powodów takiego stanu rzeczy. Pierwszym jest korzystanie z serialowego materiału, który jednak rządzi się własnymi prawami narracji. Ciągłe przypominanie postaci Ady byłoby w 13-odcinkowej produkcji niemożliwe do wytrzymania. Drugim – i zdecydowanie ważniejszym – jest niewłaściwy dobór aktorów. Tomasz Schuchardt jako Eugeniusz Bodo sprawdza się bardzo dobrze. W tych kilku dramatycznie dopracowanych scenach, które znalazły się w filmie, wypada więcej niż przekonująco. Można wtedy, choć przez chwilę, poczuć, że twórcom udało się uchwycić naturę artysty. Niestety Anna Pijanowska w roli Ady nie dotrzymuje mu kroku. Przez porównanie z nim wypada więc jeszcze gorzej. I naprawdę trudno uwierzyć, że to ona rozbudziła zmysły Bodo i zaślepiła go na możliwość bycia szczęśliwym u boku kogoś innego. W filmie zdecydowanie lepiej wypada wątek z Reri (którą gra Patricia Kazadi). Tym bardziej, że w przypadku tej postaci materiał wyjściowy (serialowy) był spójniejszy, co udało się zachować na dużym ekranie.     Patricia Kazadi Schuchardt to nie jedyny duży plus kinowego „Bodo”. Obraz robi pozytywne wrażenie rozmachem inscenizacyjnym. Scenografie, kostiumy i zdjęcia wypadają imponująco. Choć po serialu „Tabu” może trochę razić zbyt duża czystość przedwojennych polskich miast, nawet w samym środku epidemii hiszpanki. Jednak najbardziej zapadają w pamięci kompozycje Atanasa Valkova. Można się w nich tak bardzo zasłuchać, że przestaje się zwracać uwagę na to, co dzieje się na ekranie. Te wszystkie zalety mają jednak niewielki wpływ na ostateczną ocenę filmu. Zachęcają za to do sięgnięcia po serial. Jeśli taka idea przyświecała twórcom, to spisali się na medal. „Bodo” to doskonały zwiastun serialu, nawet jeśli jest niezwykle długi.
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire