Bogowie Egiptu (2016) online pl HD

bogowie-egiptuTo się dopiero nazywa podróż w czasie. Alex Proyas musiał ostatnią dekadę spędzić w izolacji od świata, ponieważ jego „Bogowie Egiptu” za widowisko mogli uchodzić najpóźniej tuż na początku XXI wieku. Dziś jest to dzieło anachroniczne, wstydliwe przypomnienie o tym, że czasami w kulturze masowej dominowało bezguście. „Bogowie Egiptu” są jednym wielkim efektem specjalnym. I nie byłby to zarzut, gdyby za wykorzystaniem zdobyczy technologicznych nie kryła się bardzo prymitywna idea. Jej głównym założeniem jest pławienie się w sztuczności wykreowanego świata tak, by przyprawić widza o oczopląs bombardując go coraz to bardziej nieprawdopodobnymi rozwiązaniami. Takie podejście do efektów komputerowych było popularne w kinie, kiedy technologie stały się dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych. Twórcy zachłystywali się możliwościami maszyn, a sztuczność podkręcona do granic możliwości była wyznacznikiem jakości. Na szczęście widzowie szybko się tym znudzili (poza Chinami, Rosją i kilkoma innymi rynkami). Działania Proyasa trafiają więc w pustkę. I gdyby jeszcze to, co wykreował reżyser ze swoją ekipą, miało choć pierwiastek oryginalności, być może „Bogów Egiptu” udałoby się uratować, uznając za rzecz awangardową, niedocenioną. Tak oceniam chociażby film „Sky Kapitan i świat jutra”, który nie jest nawet w połowie tak zły, jak go swego czasu malowano. Stał po prostu w opozycji do tego, co ówczesna publiczność była skłonna zaakceptować. Niestety Proyas nie wykorzystał okazji, jaką było postawienie wyłącznie na efekty komputerowe. Oglądając „Bogów Egiptu” nie widać rozmachu, rezultatów działania niczym nieskrępowanej wyobraźni. Przeciwnie, większość scen jest mocno odtwórcza. Komputery małpują to, co można było z powodzeniem osiągnąć efektami praktycznymi, scenografiami i kostiumami. A takie działanie niemal zawsze odbywa się ze szkodą dla filmu. Widowiskowość jest zaś w „Bogach Egiptu” bardzo powierzchowna. Wystarczy porównać biednie wyglądającą scenę z koronacji Horusa z robiącymi do dziś wrażenie sekwencjami Kleopatry wjeżdżającej do Rzymu czy Ben-Hura ścigającego się rydwanami. Ponieważ efekty specjalne stanowią rdzeń „Bogów Egiptu”, cała reszta, nawet gdyby była najwyższej próby, nie mogłaby uratować filmu. Co najwyżej zmniejszyłaby rozmiary porażki. Tak się jednak nie stało, ponieważ wszystko w filmie Proyasa nie zdało egzaminu. Mocno zawodzi chociażby scenariusz. Historii brakuje akcji zakorzenionej w fabule. Dynamizm jest tu jedynie imitowany sekwencjami mało dynamicznych pojedynków czy gonitw. Bohaterowie, z Bekiem i Horusem na czele, są tak bardzo nijacy, że uwaga widza jedynie się po nich prześlizguje. Gdyby nie rozpoznawalne twarze, to większość postaci filmu zostałaby kompletnie zapomniana. A i tak podejrzewam, że oglądający mówiąc o bohatera używają albo nazwisk aktorów albo określeń w stylu „ten gość z „Gry o Tron””, bo nie pamiętają imion postaci. Brenton Thwaites,  Courtney Eaton W tym wszystkim najbardziej zaskakuje stosunek do mitycznych pierwowzorów. Hollywood ma przecież renomę miejsca, gdzie do antycznych wierzeń podchodzi z nonszalancją, podkradając wyłącznie imiona i nazwy własne. Tymczasem w „Bogach Egiptu” odnalazłem dalekie echo mitów Górnego i Dolnego Królestwa. Nie ma to jednak większego znaczenia. Film Proyasa to dzieło spóźnione i zwyczajnie w świecie nudne. Starożytny Egipt wciąż więc musi czekać na widowisko, które odda sprawiedliwość jego kulturze.
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire