Cake (2014) online pl HD

cakeMówisz „Jennifer Aniston”, myślisz „Rachel Green”. Podobnie jak reszta obsady „Przyjaciół”, gwiazda dożywotnio zespoliła się świadomości widzów z postacią, którą kreowała z powodzeniem przez 10 lat. Jeśli emploi bywa pułapką, to aktorzy serialowi wiedzą o tym najlepiej. W istocie: w filmografii Aniston znajdziemy przede wszystkim role, które stanowią – w mniejszym lub większym stopniu – przedłużenie Rachel. Cóż, takie są prawa tego przemysłu: lubimy to, co już widzieliśmy. Ale lubimy też zaskoczenia. I w „Cake” Aniston ma dla nas właśnie to drugie. Film Daniela Barnza należy do gatunku takich, które spoczywają niemal całkowicie na barkach odtwórcy/odtwórczyni roli głównej. Rachel mogłaby sobie nie poradzić – Aniston daje radę. Żeby było jasne: nie ma co się łudzić, że w postaci Claire Bennet nie odnajdziemy ani śladu DNA pamiętnej bohaterki „Przyjaciół”. Ale jeśli Claire jest po prostu kolejną inkarnacją Rachel, to jest to Rachel po przejściach – co robi wielką różnicę. Kobietę poznajemy podczas spotkania grupy terapeutycznej, w momencie, gdy daje ona upust swojej złości, nie zważając na odczucia pozostałych uczestniczek sesji. Rachel Green również parła przez życie innych niczym taran –Claire ma jednak ku temu inne powody. Bohaterka straciła w wypadku samochodowym małego synka i musi żyć nie tylko z poczuciem winy oraz potwornej straty, ale i chronicznym bólem – okrutną pamiątką tamtego zdarzenia. Claire łyka tabletki przeciwbólowe niczym cukierki – urządza nawet wyprawy do Meksyku po nielegalne leki – ale wciąż cierpi. Permanentne kłucie w sponiewieranym ciele nie daje jej spać i potęguje złość na cały świat. Bohaterka jest niczym rozkapryszone dziecko: nie przykłada się do  procesu rekonwalescencji, wciąż sprzecza się z opiekunką Silvaną, a jeśli chce wyjść z domu, potrzebuje kierowcy – sama bowiem podróżuje wyłącznie w pozycji leżącej. Aniston uwiarygadnia wszystkie kaprysy swojej bohaterki, nadaje im ciężaru. Jako usztywniona w swoim obolałym ciele Claire jest tak przekonująca, że oglądając ją, sami wręcz drętwiejemy w fotelach. Tym większe to osiągnięcie, że nie ma w „Cake” śladu oscarowych, dramatycznych szarż, Aniston gra niemal wyłącznie półcieniami. Na bohaterkę składają się przede wszystkim jej napięta sylwetka, wymięta twarz, zrezygnowane spojrzenie. Tak, to bardzo dobra rola. Co ciekawe, reżyser Daniel Barnz nie daje się porwać pesymizmowi historii. Claire cierpi na depresję, rozważa samobójstwo, zaczyna fascynować się Niną (Anna Kendrick), znajomą z kółka terapeutycznego, która zabiła się, skacząc z mostu. Barnz tymczasem – zamiast skąpać swoją historię w minorowych akordach i ponurych kadrach – opowiada w sposób ciepły, bezpretensjonalny. „Cake” to film słonecznych letnich dni i dyskretnie optymistycznej ilustracji muzycznej, film uważny na akty międzyludzkiej niezręczności i serdeczności. Żeby nie było – reżyser oddaje głębię dramatu bohaterki – ale zamiast dołować, odbija w surrealizm. Pokazuje egzystencję otumanionej lekami bohaterki niczym jakiś sen na jawie: Claire ma nawet wizje, w których nawiedza ją zmarła Nina. Koniec końców nie wszystkie te dygresje są jednak równie udane, a film rozpada się na szereg epizodów, wątków – raz lepszych, raz gorszych. Jest tu i komedia kumpelska (Claire i Silvana w Meksyku), jest i opowieść o przyjaźni między dwojgiem przetrwańców (Sam Worthington jako mąż samobójczyni Niny), jest epizodyczne spotkanie z wyszczekaną nastolatką (Britt Robertson). Ale przede wszystkim jest tu jakaś nienachalna mądrość. No i Jennifer Aniston, skutecznie zabijająca wspomnienie o Rachel Green.
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire