Dziewczyna, która została królem (2015) online pl HD

dziewczyna-ktora-zostala-krolemSzwedzka królowa Krystyna to postać iście filmowa. Rozpoczęła swoje rządy w 1632 roku, w wieku zaledwie 18 lat; otaczała się naukowcami i ceniła sobie wiedzę oraz książki, tocząc zarazem zaciekłe boje z kościołem luterańskim; bywała kapryśna, wybuchowa i ekstrawagancka; nie przywiązywała wagi do ubioru, nosiła się jak mężczyzna i rozpętała nie lada skandal, kiedy zdecydowała, że nie wyjdzie za mąż. Kino kocha takie życiorysy, kipiące od barwnych szczegółów, pełne dramatycznych konfliktów; będące – jak to się mówi – niemalże gotowymi scenariuszami. Nic zatem dziwnego, że na dużym ekranie koronę Krystyny nosiły już ikony szwedzkiego kina w rodzaju Grety Garbo i Liv Ullman. W „Dziewczynie, która została królem” tę spuściznę przejmują młoda aktorka Malin Buska oraz reżyser Mika Kaurismäki. I wspólnymi siłami dowodzą, że nie ma czegoś takiego jak „gotowy scenariusz”. Kaurismäki widzi w Krystynie przede wszystkim ikonę nonkonformizmu, wzorcową buntowniczkę. Interesuje go tylko ten etap jej biografii, kiedy zasiadała na tronie. Zrozumiałe: kino żywi się przecież konfliktem, a osobowość władczyni nabierała rumieńców właśnie w kontrze do dworskich konwenansów i królewskich obowiązków. Kaurismäki podkreśla więc linie napięć: rozum kontra religia, miłość kontra namiętność, prywatna ambicja kontra racja stanu, kobieta kontra mężczyźni. Film działa jednak jedynie na poziomie deklaracji, broni się, ale tylko na papierze. Brakuje tu pomysłu interpretacyjnego, który poniósłby postać Krystyny, który spiąłby szereg rozproszonych, niespełnionych scen w jeden ciąg myślowy.  Reżyser mógł pociągnąć swoją opowieść co najmniej w dwóch kierunkach –zatrzymał się jednak w niewygodnym rozkroku. „Dziewczyna, która została królem” nie jest bowiem ani przekonującą próbą squeerowania słynnej postaci historycznej, ani solidnym widowiskiem „z rodowodem”, czymś w rodzaju „Elizabeth”. Tak, pierwsze skrzypce gra tu motyw nieprzystosowania Krystyny do seksualnej normy. Bohaterka uprawia szermierkę, jeździ konno jak mężczyzna, zakochuje się w jednej ze swoich dam dworu (Sarah Gadon) i porywa na nieśmiałe zaloty. „Dziwność” jej persony jednak nie przebija się przez ekran; owszem, zostaje nazwana, ale niekoniecznie pokazana. Jak na queer po prostu za mało tu szaleństwa.  Żeby zaś dorównać takiej „Elizabeth” brak tu nie tylko scenograficzno-kostiumowego zaplecza, ale i psychologicznej głębi. Nie wystarczą czytanki z Kartezjusza (z którym przyjaźniła się Krystyna); nie wystarczy przemknięcie – po łebkach, jeszcze przed czołówką, byle mieć to z głowy – przez kluczowe wydarzenia z jej dzieciństwa. Podobne cięcia prowadzą do uproszczeń, które z kolei owocują karykaturą. W dziwnym skrócie perspektywicznym, jaki przyjmują twórcy, zatraca się charyzma samej bohaterki – a Malin Buska nie ma jak zbudować głębokiej, inspirującej roli. Kłopot z filmem zaczyna się jednak jeszcze na etapie scenariusza, opartego na napisanej po francusku sztuce Michela Marca Boucharda. Francuski tekst przetłumaczono na angielski i w takiej właśnie formie – by uatrakcyjnić projekt na rynku międzynarodowym – kazano recytować go aktorom, dla których (w większości) nie jest to mowa ojczysta. Skutkuje to dziwną kadencją, brzmieniowym fałszem. Mamy więc zgrzyt: Kaurismäki chce opowiadać o kobiecie wyprzedzającej swój czas, która nawoływała do zrywania gorsetów epoki – a sam grzęźnie w ciasnocie teatralno-telewizyjnej inscenizacji i w koturnowych, klepanych recytacjach. W efekcie gubi nawet to, co mogło ostatecznie ocalić film – czyli lokalny koloryt. Oto fińsko-francusko-kanadyjsko-niemiecko-szwedzka koprodukcja, która wypada dokładnie tak jak brzmi: nijak. 
★★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire