El Clan (2015) online pl HD

el-clanO „El Clan” mówi się jako o argentyńskim kandydacie do Oscara. Faktycznie film Pabla Trapera ma w sobie wszystko, co dobre kino mieć powinno: wartką akcję, ciekawie naszkicowane postacie, dreszcz emocji i odrobinę humoru, a przy tym mówi o rzeczach ważnych. Reżyser cofa nas do początków lat 80., okresu tuż po upadku rządzącej w latach 1976-1982 w Argentynie wojskowej junty. Choć reżim upadł, militarna mentalność wciąż wartko płynie w żyłach mieszkańców, nadając ton życiu w kraju. Czasem w bardzo krwawy sposób. Przykładem tego jest oparta na prawdziwych wydarzeniach historia tytułowego klanu Puccio. Zelektryzowała ona Argentyńczyków trzydzieści lat temu, kiedy okazało się, że szanowana rodzina z klasy średniej odpowiedzialna jest za szereg porwań i kilka morderstw. Na czele klanu stoi krewki ojciec, wyglądający czasem jak niegroźny dziadek z sąsiedztwa, a czasem jak wcielony diabeł o zimnym spojrzeniu Guillerma Francelli (ceniony argentyński aktor daje tu prawdziwy popis). Grany przez niego Arkimedes trzyma twardą ręką całą rodzinę, wmawiając jej (w co większość święcie wierzy), że wszystko, co robi, robi dla niej. Może to i prawda, cóż więc z tego, że pieniądze zdobywa, wymuszając okupy, a raz na jakiś czas musi kogoś zabić. Z wojskowym sznytem ojca kontrastowany jest najstarszy syn Alejandro (Peter Lanzani). Wrażliwiec, czuły kochanek z burzą loków na głowie, który pozostał w Argentynie (dwóch jego braci wyjechało za granicę), by robić karierę sportowca. Oprócz grania w rugby pomaga ojcu w rodzinnym biznesie. Kiedy jednak poznaje Monikę (Stefania Koessl), którą zamierza poślubić, postanawia odmienić swoje życie. Ale czy można uwolnić się od zbrodniczej przeszłości? I czy ojciec na to pozwoli? Psychologiczna rozgrywka między nimi stanowi główną oś filmu, ale ciekawe są też kobiety – co znaczące, zawsze na drugim planie. Zajmują się domem, zgodnie i sumiennie „nic nie widząc” i „nic nie słysząc”. Przerażające są sceny, w których rodzina ogląda telewizję, krząta się po domu, spożywa posiłki, podczas gdy z piwnicznej katowni dochodzą jęki. Okazuje się, że można się do tego przyzwyczaić i „dla dobra rodziny” biernie lub czynnie w zbrodni uczestniczyć. „El Clan”, choć opowiada o rzeczach makabrycznych, robi to mniej dosłownie niż choćby „Snowtown” Justina Kurzela czy „Królestwo zwierząt” Davida Michoda. Trapero, trochę jak Alexandros Avranas w „Miss Violence”, obdarza okrutną opowieść pewną dozą groteski, którą potęguje wyraźnie ciesząca reżysera ejtisowa stylizacja: fryzury, stroje, pozornie niedopasowana ścieżka dźwiękowa. Stawką „El Clan” jest rozliczenie nie jednej zbrodniczej rodziny, ale okresu w historii Argentyny, kiedy sprawy rozwiązywało się pięścią (bądź pistoletem), a obowiązującą ideologią był maczyzm, nakazujący ślepe podporządkowanie samcowi alfa. Arkimedes ma plecy w armii, dzięki czemu czuje się bezkarny – Trapero mówi, że to zgniły system wydaje na świat zgniłe rodziny. Kino Ameryki Południowej coraz częściej zresztą mocuje się z trudną przeszłością, co przynosi nierzadko wyśmienite efekty; weźmy choćby chilijskie „Nie” Pabla Laraina czy „Perłowy guzik” Patricia Guzmána. Nie inaczej jest w przypadku „El Clan”, w którym dyskretna domowa katowania służy jako metafora pewnej, słusznie minionej, epoki.
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire