Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy (2015) online hd

gwiezdne-wojny-przebudzenie-mocy-2015-online-hdNieładnie zaglądać ludziom w metrykę, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że dla rozkochanego w Kinie Nowej Przygody, blisko pięćdziesięcioletniego J.J. Abramsa jedną z pokoleniowych cezur musiał być seans „Mrocznego widma” – filmu, który udowodnił, że ciężko jest z fana zrobić barana. Ojciec cyklu, George Lucas, oddał gwiezdnowojenną sagę w cudze ręce poniewczasie, widać więc w „Przebudzeniu mocy” próbę posprzątania bałaganu, który po sobie zostawił. Już sam tytuł ma zresztą podwójne znaczenie – moc budzi się na ekranie, ale też poza nim, dzięki mecenatowi i finansowemu wsparciu Disneya. Siódmy epizod sagi to napakowany akcją i humorem rollercoaster, którego nie napędzają wcale czary z komputera, tylko świetnie napisani bohaterowie. Zarówno ci, których walka o dobro galaktyki przyprawiła już o zmarszczki, jak i ci, którzy dopiero przejmą od nich pałeczkę.

Podglądanie tego międzypokoleniowego starcia sprawia najwięcej frajdy. Abrams udowodnił już w swojej wersji „Star Treka”, że potrafi bez jednej fałszywej nuty wygrać różnice charakterów i podobieństwa w poczuciu humoru. Dynamika relacji głównej bohaterki, Rey (Daisy Ridley), oraz obdarzonego miękkim sercem i ciężką ręką Finna (John Boyega) to popis stonowanego komediowego aktorstwa, a przy okazji zabawna lekcja feminizmu na popkulturową modłę. Iskry zaczynają się jednak sypać dopiero, gdy młodzież spotyka na gwiezdnym szlaku weteranów – Hana Solo, jego wiernego futrzaka Chewbaccę oraz księżniczkę Leię, która wreszcie złożyła wizytę u fryzjera. Fakt, że międzygalaktyczna afera, w którą wszyscy zostają wplątani, szybko zamienia się w pojedynek wkurzonych, zakompleksionych dzieciaków, to kolejny symbol „nowego początku”. Większość wątków zostanie zapewne rozwinięta w kolejnych filmach, a ledwo naszkicowane postaci drugiego planu jeszcze ogrzeją się w blasku reflektorów. Pilot rebelii Poe Dameron oraz podtrzymujący tradycję zamaskowanych czarnych charakterów Kylo Ren stoją pierwsi w kolejce. Ten pierwszy, odegrany z wdziękiem przedwojennego amanta przez Oscara Isaaca, to wygadany, sypiący żartami i prujący z blastera awanturnik. Drugi, któremu fotogenicznej neurozy użyczył Adam Driver, przypomina cierpiącego na chorobę dwubiegunową psychofana Lorda Vadera.

Scenariusz Abramsa i Lawrence’a Kasdana to z jednej strony hołd dla „Nowej nadziei” i trawestacja jej fabularnego schematu. Z drugiej – próba wylania fundamentów pod nową trylogię. Z tej perspektywy nieco razi fakt, że całość rozciągnięto do dwugodzinnego pościgu. Pokazując scenę wiecu spadkobierców Imperium, zbrodniczej organizacji Nowy Porządek, Abrams idzie tropem Lucasa i celuje w metaforę nazizmu – widać to w symetrycznych kadrach przywodzących na myśl „Triumf woli”, słychać w agresywnej retoryce. Tym większa szkoda, że twórcy nie wspominają nic o filozofii stojącej za Nowym Porządkiem, nie pokazują jej w układzie z resztą Republiki, nie orientują nas choćby pobieżnie w politycznym krajobrazie tego świata. Nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że stęskniłem się za radą Jedi, szlakami handlowymi oraz innymi senackimi intrygami, w których gustował Lucas, ale trzeba mu oddać, że próbował – z lepszym bądź gorszym skutkiem – naszkicować relacje panujące w galaktyce. Bywa również tak, że scenarzyści dociskają gaz do dechy i zapominają się w podsycaniu naszej nostalgii. Myślę, że widok Hana Solo i Chewbacci krzątających się w kokpicie Sokoła Millenium znaczy więcej niż tysiąc słów, sentymentalnych wyznań i melodramatycznych gestów.

Fakt, że Abrams jest zwolennikiem tradycyjnych efektów specjalnych, a cyfrowym nie pozwala przyćmić bohaterów, mówi być może najwięcej o jego strategii artystycznej. „Gwiezdne wojny” nigdy nie przestały być efektowne, ale najważniejsze, że znów są zmysłowe: faktury kostiumów, kształty futurystycznej maszynerii, tonacje kolorystyczne planet, właściwie każdy element filmu zostaje zaprzęgnięty w służbę narracji. Niektóre obrazy, jak pustynne cmentarzysko Gwiezdnych Niszczycieli, opowiadają zapomnianą historię. Inne, jak eskadra Tie Fighterów szykująca się do ataku o zachodzie słońca, odsyłają nas do klasyki kina (brakuje tylko Wagnera). Jeszcze inne, jak wspaniale zainscenizowany pojedynek na miecze świetlne w ośnieżonym lesie, są szczyptą poezji w prozie pełnej szalonych ucieczek i powietrznych bitew. Wszystkie jednak udowadniają, że warto było czekać na to przebudzenie. Nawet jeśli trwało trzydzieści lat z okładem.

Ten film najczęściej znaleziono pod:

  • https://mvbezlimitu pl/wyznania-zakupoholiczki-2009-online-hd/
You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire