Łowcy miodu (2015) online pl HD

lowcy-mioduKażdy chce wiedzieć, ale nikt nie lubi być pouczany – prosta maksyma, którą wielu zaangażowanych dokumentalistów ma w głębokim poważaniu. Żeby uświadamiać o globalnych kryzysach, trzeba jeszcze nauczyć się mówić językiem zrozumiałym dla przeciętnego Kowalskiego. Nie wystarczy garstka sędziwych ekspertów i przebitki na topniejącą pokrywę lodową – bez emocji, nawet tanich, nie ma mowy o przekonaniu nieprzekonanych. Dlatego bezpretensjonalność „Łowców miodu” – filmu o pszczelarzach i pszczołach, obecnie zagrożonych gatunkach – działa jak kojący okład na opuchliznę po wbitym żądle. To jeden z tych dokumentów edukacyjnych – tak, edukacyjnych! – które bez żenady można pokazywać w szkołach. Nie ma tu obciachowej formy, nie ma pouczeń, jest za to próba naświetlenia problemu przez emocje i doświadczenie.   A to, że liczebność pszczół sukcesywnie spada, jest faktem potwierdzonym naukowo. Nie ma tylko zgody co do przyczyn apokalipsy zapylaczy. Niektórzy wskazują na nowe rodzaje pestycydów wykorzystywanych w rolnictwie. Inni mówią, że działalność człowieka powoduje ograniczanie naturalnych pszczelich terytoriów. Naukowe komentarze są oczywiście w „Łowcach miodu” obecne, ale raczej jako niezbędne uzupełnienie. Ważniejsza jest ludzko-pszczela symbioza – koegzystencja dwóch wysoko zorganizowanych społeczeństw, kiedyś oparta na szacunku, a we współczesnym rolnictwie przemysłowym – na bezlitosnej eksploatacji.  Twórcy filmu – we współpracy z aktorką Magdą Popławską, medialną twarzą projektu – poszukują więc tych miejsc, w których przetrwały tradycyjne praktyki pszczelarskie. Razem z bartnikami z Augustowa i rosyjskiej Baszkirii uczą się drążyć barcie w pniach ponadstuletnich drzew. Z nepalskimi łowcami miodu odwiedzają egzotyczne gniazda pszczół w szczelinach skalnych, na dużych wysokościach. Zaglądają również na dachy warszawskich biurowców i centrów handlowych, gdzie aktywiści instalują miejskie ule. A to wszystko w imię ekologicznego namysłu – co zrobić, żeby cofnąć apokaliptyczny trend i powrócić do dawnych, mniej feudalnych stosunków z naturą. Bo niestety wiele wskazuje na to, że wraz z odejściem zapylaczy skończy się również era panowania człowieka na Ziemi. Refleksja i uświadamianie to w tym przypadku nie tyle fanaberie garstki zwariowanych ekologów, co globalna konieczność – oczywiście jeśli nie chcemy skończyć z „ziemią jałową” za oknami, jak bohaterowie „Interstellar”. No dobrze, ale czy portretując społeczności pszczelarskie, twórcy oddają choć na chwilę głos samym pszczołom? Otóż wydaje się, że tak – i to, paradoksalnie, dzięki nowym technologiom filmowym. Superostre zbliżenia na zwierzęta to chyba najmocniej grające na emocjach fragmenty „Łowców miodu”. Z bezkształtnego roju wydobywa się wtedy jakaś wzruszająca indywidualność, zmysłowość zawarta w żyłkach skrzydeł, pszczelim puchu, kształcie odnóży. Reagujemy na pulsujące życie, chociaż jest to życie „nieludzkie”, inaczej uformowane i jako takie budzące niewielką empatię. Jest też druga strona – groza rojących się pszczół, ich surowe zasady i hierarchia, które najlepiej widać, kiedy kamera, dynamicznym ruchem, zagląda do wnętrza gniazda. Nie ma w tych ujęciach jednoznaczności – słodyczy i chwilowej rozpaczy nad ginącym gatunkiem, ani pogardy dla tego, co wije się i drga w niezrozumiałym dla nas pędzie ku reprodukcji. I chociaż „Łowcy miodu” są filmem prostym, miejscami kiczowatym, to jednak uczciwym – w Polsce porządnego kina edukacyjnego w zasadzie nie mamy, chyba że za takowe uznać narodowo-patriotyczne czytanki. Dydaktyczne intencje twórców są więc dla mnie jasne – przedstawić dylemat w przystępnej formie, rozważyć możliwe sposoby wyjścia z impasu, wzbudzić emocje wspólnym ludzko-nieludzkim doświadczeniem. Bo historia historią, a patriotyzm patriotyzmem, ale są też na świecie problemy, których nie rozwiąże za nas żadna komisja śledcza.   
★★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire