Lucy online HD

lucy-online-hd„Przeciętny człowiek wykorzystuje 10% mózgu” – głoszą plakaty nowego filmu ze Scarlett Johansson w roli głównej, cementując jeszcze raz tę nieprawdziwą informację w świadomości ludzi, jak to robiły różne inne produkcje Hollywood, w tym niedawny „Jestem Bogiem”.

„Lucy” zaczyna się z biegu – od razu jesteśmy rzucani w wir akcji. Pierwsze 15 minut faktycznie miło spędzam – trochę to głupawe, ale też jakby świadome, a napięcie jest świetnie zbudowane. Ale w momencie, kiedy na ekranie pojawia się Morgan Freeman i zaczyna wygadywać kompletne farmazony, zaczynam się martwić. Wiele osób na sali kinowej pewnie bardziej wierzy Morganowi Freemanowi niż swoim nauczycielom i wykładowcom. Do tego Morgan Freeman wziął ze sobą slajdy. A wszyscy wiemy, że slajdy nigdy nie kłamią. Morgan Freeman i slajdy to bardzo niebezpieczne kombo, które jest w stanie podważyć słowa rodzonej matki.
Jak informuje nas stary naukowiec, zwierzęta są głupsze od ludzi, bo one używają tylko 5% swoich mózgów. Wyjątkiem są delfiny, które używają aż dwadzieścia i dlatego potrafią używać echolokacji.

Cała część popularnonaukowa tego filmu to skandaliczna bzdura. Ale spoko – po prostu uznajmy, że to nie jest science fiction. Spróbujmy spojrzeć na ten film jak na superbohaterskiego akcyjniaka. W sumie to by nawet pasowało: są supermoce, są arcyźli zbrodniarze, a pseudonauka w tym gatunku tak nie gryzie.

Jeśli ktoś nie wie – w filmie chodzi o to, że Scarlett Johansson dzięki nowemu narkotykowi (który dostaje się do jej ciała w wyniku draki związanej z koreańską organizacją przestępczą) otrzymuje dostęp do reszty swojego mózgu. Szczęśliwie dla widza wiąże się to z bardziej widowiskowymi mocami niż echolokacja.

Niektóre sceny z wykorzystywaniem nowych zdolności są zaskakująco rozrywkowe – czuje się faktycznie tę boską moc bohaterki i z przyjemnością patrzy na te wszystkie zaskoczone i przerażone twarze przypadkowych ludzi. To jest to, co ja lubię w superbohaterskich historiach – to, jak na supermoce reagują zwykli ludzie wokół i jak bardzo są bezradni. Niestety temat w ogóle się nie rozwija z czasem i sporą część filmu spędzamy patrząc na kolejne sytuacyjki w których ludzie są zdziwieni. Na drodze Lucy nie staje żadna przeszkoda, więc w momencie, w którym nadludzkie zdolności tracą świeżość, nie ma żadnego napięcia, które by mogło wejść na jej miejsce Luc Besson, który jest zarówno scenarzystą, jak i reżyserem tej produkcji, najwyraźniej to zauważył, ale stwierdził, że nie będzie pisał scenariusza na nowo, tylko wyciągnie napięcie z przysłowiowej dupy, robiąc przy tym ze swojej bohaterki niekontrolowaną, bucowatą idiotkę.

Stare powiedzonko mówi, że niemożliwe jest napisanie przekonująco postaci inteligentniejszej od piszącego. To, że Lucy zachowuje się jak umysłowo potłuczona, nie świadczy najlepiej o Bessonie. W jednej scenie posiada moc, by w następnej kompletnie o niej zapomnieć. Wysyła ludzi na rzeź, mówiąc, że musi się skupić. Do tego udowadnia swoją intelektualną wyższość, mówiąc banały („Liczby i litery nie istnieją. To symbole wynalezione przez ludzi!”).

Film zdradza już w pierwszych minutach grubo ciosaną analogię – kiedy ujęcia osaczanej Lucy są przecinane scenkami z polowania lamparta na jakiegoś tamtejszego jelonka. I dalej wcale nie jest lepiej – produkcja cały czas obraża inteligencję widza, a w zamian oferuje tylko kilka rozrywkowych scen. Besson tak bardzo uwierzył w te 10%, że stworzył film, do którego faktycznie trzeba pozostałe 90% wyłączyć, by móc się na nim bawić.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.

OceanFire