Moulin Rouge! (2001) online hd

moulin-rouge-2001-online-hdKiedy byłam małą dziewczynką, kino nieodłącznie kojarzyło mi się z magią. Każde spotkanie z ekranowymi bohaterami było wielkim przeżyciem, pozostawiającym wspomnienia na długie, długie dni. Z biegiem czasu i z rosnącą w zastraszającym tempie ilością obejrzanych filmów, moja fascynacja lekko stopniała, choć kino przerodziło się w prawdziwą życiową pasję, by w końcu osadzic się głęboko także w życiu zawodowym. Wydawało mi się jednak że straciłam już tę dziecięcą wrażliwość i radość z oglądania ruszających się obrazów. Baz Luhrmann swoją wizją Moulin Rouge sprawił jednak, że znów stałam się tym małym szkrabem, z zapartym tchem i otwartą buzią chłonącym obrazy i dźwięki płynące w ciemnościach z dużego ekranu. Film jest historią miłosną pięknej kurtyzany Satine i ubogiego poety Christiana, osadzoną w kuluarach najsłynniejszego i najbardziej skandalizującego nocnego klubu Paryża przełomu wieków. Tam spotykali się przedstawiciele wszystkich klas i środowisk, od arystokratów i bogaczy, po robotników, artystów, przedstawicieli cyganerii artystycznej, girlsy i prostytutki. Historyczny Moulin Rouge ma u Luhrmanna całkiem współczesny wymiar, nasuwa się tu wyraźne skojarzenie z nowojorskim nocnym klubem Studio 54 z końca lat 70-tych, w którym obok bogatych i wpływowych przedstawicieli elity spotkać można było młodych, pięknych i biednych. Powróćmy jednak do głównego tematu – miłości. Jak mówi sam reżyser, Moulin Rouge to film o ludziach, którzy wyrzekają się młodzieńczego idealizmu, opowieść o tym, jak zmieniamy swój punkt widzenia na prawdę, piękno, wolność, a przede wszystkim – miłość. Nie jest to bowiem miłość beztroska, na jej drodze staje marzenie Satine, by zostać prawdziwą aktorką, podsycane przez tego trzeciego, czyli bogatego księcia, mogącego sfinansować to wielkie marzenie pod warunkiem spędzenia z nim paru upojnych nocy. Główną przeszkodą jest jednak ciężka choroba, której nie daje się przezwyciężyć. Jesteśmy świadkami miłości, która nie ma szans na spełnienie. Zostajemy pouczeni, że życie wymyka się często spod naszej kontroli, ci, których kochamy, umierają, i nie wszystkie związki mają szansę przetrwać. Reżyser, korzystając z klasycznej konwencji musicalu, podał nam ją w zupełnie nowej formie. Kazał aktorom śpiewać na żywo przed kamerą, dzięki czemu jesteśmy świadkami ekstremalnie naturalnego dialogu. Piosenka jest tu formą wyrażania myśli i emocji, nie jest przerywnikiem i ilustratorem, ale kluczową częścią narracji. Dzięki temu nigdy nie osłabia tempa akcji, a śpiew liczy się tu na równi z dialogiem. Utwory są dobrane niezwykle starannie i, co najważniejsze tutaj, są partiami najpopularniejszych przebojów XX wieku, od Stinga po Eltona Johna, od Lennona i McCartneya po Davida Bowie. Osławionego kankana przerabia nam zaś znana wszystkim miłośnikom techno grupa Fatboy Slim. Jest to posunięcie nawiązujące do czasów świetności hollywoodzkiego musicalu, już wtedy właśnie włączanie współczesnych przebojów do filmów, których akcja działa się w przeszłości, było na porządku dziennym. Nie jest to wiec niczym nowym, jednak połączenie muzyki z wizjonerską wyobraźnią Luhrmanna dało w Moulin Rouge efekt oszałamiający. Widz ma bowiem wrażenie jakby poruszał się na pograniczu jawy i snu. Efekt ten wzmaga wiadomy teatralny sposób filmowania. Prawie wszystkie zdjęcia kręcone były bowiem w atelier, nawiązując w ten sposób do tradycji kina lat 40-tych, kiedy bohaterowie westernów siedzieli przy sztucznym ognisku na tle malowanego krajobrazu. Uzupełniają je tutaj komputerowo generowane widoki Paryża i Moulin Rouge, niezwykle barwne i soczyste, potęgujące czarodziejskość bijącą z ekranu. Luhrmann udowodnił po raz kolejny, że jest malarzem filmowej rzeczywistości, artystą klasy najwyższej. Pracując nad filmem, za każdym razem używał do tego innego narzędzia. W Roztańczonym buntowniku środkiem, który pozwalał mu to osiągnąć, był taniec, w Romeo i Julii – liczący sobie czterysta lat język Shakespeare-a, w Moulin Rouge są to piosenki. W każdym z tych tytułów z mistrzostwem łączył komercję (nowoczesna muzyka i zaskakująco wielka dawka humoru) z artyzmem (teatralna stylistyka i mocno naładowany emocjonalnie kontent). Praca nad Moulin Rouge trwała 4 lata, warto jednak było trudzić się twórcom i warto czekać widzom. I mimo, iż historia sama w sobie, koncentrująca się na niespełnionej miłości Christiana i Satine, jest może stara i ograna, opowiedziana jest jednak tak, że ani na moment nie staje się irytująca albo nudna. Wręcz przeciwnie, ma się wrażenie, jakby po raz pierwszy było nam dane być świadkiem tego uczucia na ekranie, uczucia tak świeżego i oryginalnego. Nigdy jeszcze, w nawet najszybszym filmie akcji nie spotkałam się z taką ilością szybko zmieniających się kadrów, które jeszcze moment, a doprowadziłyby widza niemalże do obłędu. Film Luhrmanna to wizualna uczta w każdej sekundzie jego trwania. Nawet stylista pokroju Ridleya Scotta nie zbliża się do tej wizji nawet na metr. Moulin Rouge to dla mnie niezwykły powrót do dawno już zapomnianych emocji towarzyszących kinowym projekcjom. Bez wątpienia to jeden z najlepszych filmów jakie było mi dane oglądać. Historia, muzyka, aktorstwo (Kidman i McGregor to niezapomniany duet przyciągający i bijący swym magnetyzmem), wyobraźnia wizualna reżysera, targnęły mną niemalże w mistyczny sposób. Przekonały, że są jeszcze twórcy, którzy potrafią mnie swoją pracą zachwycić. Jest tu bowiem wszystko, co czyni kino magicznym: śmiech, łzy, piękno, prawda, wolność, miłość, wszystko to, co wywołuje w nas stan euforii i podniecenia, który długo nas nie opuści. Luhrmann zabrał mnie swoją pop-operą w niesamowitą podroż. Podroż, którą z pewnością chciałabym powtórzyć!
★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire