Piknik z niedźwiedziami (2015) online pl HD

piknik-z-niedzwiedziamiRóżne są sposoby na przywrócenie potencji – np. taki Sean Penn, zamiast viagry, dostaje w „Gunman: Odkupienie” kilka spluw i szereg twarzy do obicia. Z miejsca skóra jakby gładsza, krok mniej chybotliwy, a umysł ostry jak brzytwa. Robert Redford i Nick Nolte w „Pikniku z niedźwiedziami” wybierają mniej ekstremalną strategię, chociaż stawka wciąż jest ta sama – odegnać widmo niedołęstwa, pokazać jeszcze raz własną moc i sprawstwo, a potem umrzeć z wieńcem laurowym na skroniach. W tej stereotypowej grze najwyższą formą męskiego życia jest zdobywca-obywatel – jego naturalne terytorium to świat na zewnątrz, który może sobie dowolnie kształtować i podbijać, kiedy kobieta czeka w domu, grzeje pościel i popłakuje w poduszkę. Wyrobnik od lekkich komedii – reżyser Ken Kwapis – nie zna najwyraźniej lepszych sposobów na opowiedzenie o dogasaniu samczego ego, niż ucieczka w topos wędrówki – 79-letni Redford, grający popularnego amerykańskiego pisarza Billa Brysona, ma przemierzyć na piechotę Szlak Appalachów, w czym oczywiście od razu wietrzymy zapowiedź Wielkiej Wewnętrznej Przemiany i Pogodzenia się-z-Losem. Karkołomna to prostota – typowa dla jankeskiej filozofii życia jako treningu – chociaż nie pozbawiona uroku i humoru.  Nick Nolte   Robert Redford Filmowej „bazy” chyba nie ma sensu dokładnie streszczać. Jasne, że jak staruszek wpada na pomysł przejścia na piechotę 2200 km, stadne wyobrażenia o „jesieni życia”, w których dominują fajka, koc i fotel bujany, nie są w stanie pomieścić takiego ekscesu. Żona zaraz podsunie naukową publikację o niedźwiedziach, syn przypomni o problemach z sercem, koledzy kategorycznie odmówią udziału w straceńczej wyprawie. „Piknik z niedźwiedziami” wcale nie próbuje tych schematów przełamać, więcej – prostacką konfrontację „starość vs. młodość” czyni podstawowym źródłem humoru. Partnerem Redforda-Brysona jest w filmie sapiący i kulejący kolega z czasów młodości Stephen Katz, który w Appalachy ucieka przed długami. Duet oparty na kontraście – Katz-Nolte to redneck ze stanu Iowa, rubaszny i dosadny, Redford to dystyngowany, przemądrzały romantyk – wkracza w przestrzeń zarezerwowaną dla młodych, gibkich ciał i niemal od razu zaczyna przeklinać pod niebiosa okrucieństwa biologii. Na szlaku stopniowo powracają seksualne moce, ale reżyser traktuje je jak eksces, niesmaczny i niemożliwy do spełnienia żart – bohaterowie nie dostają żadnej viagry na pobudzenie, raczej kopa w tyłek w postaci niesmacznych gagów o „majteczkach XXXL” i miłosnych podbojach sprzed 50 lat.  Nick Nolte,  Robert Redford Nie ma się jednak co krępować – Redford i Nolte to zaprawione w bojach aktorskie wygi, dlatego, mimo wąskiego pola do popisu, rozbawią nas nawet największą niedorzecznością. Śmieszy już samo zestawienie przepitego głosu Noltiego z nieskazitelnym angielskim akcentem Redforda, nie mówiąc już o rzucaniu mięchem pod adresem wygimnastykowanej młodzieży. Gorzej, że „Piknik…” dostaje sterydowy zastrzyk z sentymentalnej pseudofilozofii. Nie znam książkowego pierwowzoru Brysona „A Walk in the Woods”, ale jeśli grzeje się w słońcu nostalgii z taką ochotą jak film, to żaden talent reżyserski tutaj nie pomoże. Podróż do własnej – jak się okazuje, spełnionej – przeszłości i zetknięcie z naiwnością kolegi z prowincji, która rozbiera na czynniki pierwsze skomplikowane teorie, pozwalają okiełznać rozbuchane ego starego pisarza. Wygrywa amerykański styl życia – bezpośredniość i prostota – kulminując w kiczowatej scenie z dwoma tetrykami liczącymi gwiazdy na nocnym niebie („Jesteśmy tylko pyłem”). A ja wciąż nie mogę się zdecydować, co gorsze – koc, termofor i maszyna do pisania czy kałach w pomarszczonych dłoniach i 20-latka u boku.   
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire