Robinson Crusoe (2016) online pl HD

robinson-crusoePrzypominam tym, którzy nie pamiętają: Robinson Crusoe miał ze sobą na bezludnej wyspie psa, dwa koty i papugę. Twórcy belgijskiej animacji o słynnym rozbitku postanowili wykorzystać tę okoliczność i opowiedzieć historię Robinsona z nietypowego punktu widzenia. W sumie nic dziwnego: powieść Daniela Defoe to przecież jedna z najchętniej ekranizowanych i reinterpretowanych książek na świecie. Robinson był już kobietą, amerykańskim pilotem, a nawet astronautą. Pora na Robinsona – przyjaciela zwierząt. Kiedy ciekawska papuga (!) imieniem Mak zaczyna relacjonować dwójce myszy (!) losy pechowego podróżnika, kupujemy to w ciemno. W końcu „Robinson Crusoe” to film dla dzieci, a najmłodsi uwielbiają gadające zwierzątka. Problem w tym, że gdzieś po drodze gubi się wszystko, co stanowiło istotę książki Defoe. A w zamian nie dostajemy nic wartego uwagi. Na hasło „Crusoe”, niemal automatycznie przychodzą nam do głowy trzy elementy: brytyjski rozbitek, bezludna wyspa, Piętaszek. Belgijscy animatorzy całkowicie rezygnują z tego ostatniego. Prawdopodobnie próbując spuścić zasłonę milczenia na kolonialny podtekst oryginału. W rezultacie jedynymi towarzyszami niedoli naszego bohatera są zwierzęta, mieszkańcy lądu, na który trafia Crusoe. Co prawda papuga Mak – marząca o poznaniu świata gdzieś hen, za horyzontem – otrzymuje od człowieka imię „Wtorek”. Ale to zaledwie aluzja do oryginału. Pytanie tylko: czy Crusoe bez Piętaszka jest jeszcze sobą? To jednak nie koniec zmian. Literacki Robinson musiał wykazać się hartem ducha, zaradnością, inwencją. Był człowiekiem, który zawładnął otaczającą go naturą i przetrwał, tytułując się w myślach królem wyspy. Tymczasem animowany bohater jest fajtłapą, potyka się o własne nogi i przeżywa w zasadzie tylko dzięki ingerencji zwierząt. Gdyby nie wydatna pomoc kozła, jeża, kameleona i jeszcze kilku stworzonek, Crusoe nie postawiłby domu, nie zbudował wodociągu, ba, pewnie umarłby z głodu. Pomysł świetny, ale na dobrą sprawę robi on z rozbitka drugoplanową postać w jego własnym filmie. Nie dostajemy „Przypadków Robinsona Crusoe” – to Robinson przypadkiem w ogóle się tu pojawia. A kolorowa zwierzęca ferajna jego pomagierów jest zbyt liczna, by wyłuskać z nich jakiegoś wdzięcznego protagonistę – może z wyjątkiem wspomnianego Maka/Wtorka. W rezultacie nie bardzo jest tu komu kibicować, o kogo się martwić, z kim się śmiać. Pozostają tylko puste, zawieszone w przestrzeni gagi. Animacja jest ładna, ale to nie wystarczy, by utrzymać uwagę dzieciaków przez półtorej godziny seansu. Co gorsza, twórcy nie mogą zdecydować się co do tonacji. W jednej chwili „Robinson Crusoe” jest uroczą opowieścią o kolorowych i zabawnych mieszkańcach samotnej wysepki, a zaraz zmienia się w niespodziewanie poważną opowieść, gdzie przerażająca śmierć w pożarze jest jak najbardziej na miejscu. Największym zgrzytem okazuje się jednak wątek pary złowrogich kotów, które trafiają na wyspę razem z Robinsonem. Futrzaki czym prędzej się rozmnażają i przypuszczają atak na człowieka, zdeterminowane, by zakłócić jego idyllę i generalnie czynić zło. Czemu? A bo tak. Trudno to pojąć – jak szereg innych decyzji podjętych przez autorów filmu. Nic dziwnego, że podczas oglądania tego „Robinsona Crusoe” można faktycznie poczuć się, jak ktoś pozostawiony na samotnej wyspie. Nie wiesz czemu cię to spotkało, minuty dłużą się jak godziny, a w perspektywie jedynie nuda.
★★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire