To tylko koniec świata (2016) online pl HD

to-tylko-koniec-swiataCoraz ciekawsze rzeczy dzieją się na playliście Xaviera Dolana. W „Mamie” Kanadyjczyk nie tyko zamienił „Wonderwall” Oasis w hymn młodzieńczej wolności (bohater rozciągał nawet kadr w trakcie refrenu), ale też wykorzystał „Blue” Eiffel 65 w charakterze dramatycznego kontrapunktu dla komediowej sceny. W swoim nowym filmie schodzi na jeszcze niższy krąg piekła. Z otchłani zapomnienia wyciąga „Dragostea din teï” mołdawskiej grupy O-Zone. Utwór służy mu za ilustrację słodkiej magdalenki: bohaterowie tańczą w kuchni, a ich pląsy przechodzą w teledyskową serię wspomnień z dzieciństwa. I choć trudno w to uwierzyć, Dolan triumfuje wówczas jako reżyser.   Bohaterowie nie mają zbyt wielu powodów, by tańczyć. Do rodzinnego domu, po latach, przyjeżdża syn marnotrawny. Louis (Gaspard Ulliel) wyjechał, by robić karierę dramatopisarza, a teraz wraca po własnych śladach i wpada w sam środek festiwalu resentymentów. Sfrustrowany brat Antoine (Vincent Cassel) ma mu za złe, że zawsze czuł się stworzony do wyższych celów i w końcu poświęcił dla nich rodzinę. Matka (Nathalie Baye) zaprasza na umoralniającą rozmowę o konieczności przekazywania mądrości nabytej w wielkim świecie. Siostra Suzanne (Lea Seydoux) chciałaby wyjechać, ale póki co odpala fajkę od fajki i skręta od skręta. Jest jeszcze bratowa (Marion Cotillard) – wycofana, przestraszona i – jak się okazuje – najtrzeźwiej analizująca niecodzienną sytuację. Oczywiście, Louis nie spojrzał któregoś dnia w kalendarz i nie stwierdził: „cholera, to już 12 lat”. Jest śmiertelnie chory, przyjechał, by pożegnać się z rodziną. „Boję się, że nie będą nawet płakać” – mówi. Cóż, to uzasadniony strach.  Moment, w którym bohater przekracza próg mieszkania, ustawia ton filmu. Wszyscy zdejmowani są w zbliżeniach, prują słowami niczym z karabinu maszynowego, a cała scena zapowiada mieszczańską tragifarsę. Dolan rozpływa się w tej poetyce, z wyczuciem ogrywa rodzinne niesnaski, rozjątrza zasklepione rany. Swoich bohaterów charakteryzuje w narracyjnie skondensowanych scenach, już po krótkiej ekspozycji właściwie każdy staje się równorzędnym uczestnikiem dramatu i zarazem lustrem, w którym przegląda się Louis. Komu w pierwszej kolejności wyjawi swoją tajemnicę? A może nie wyjawi jej wcale?    Podglądanie tych rozterek przynosi satysfakcję, zwłaszcza że Dolan daje poszaleć aktorom. Z trudem tłumiący swój kompleks niższości Antoine sprawia wrażenie, jakby miał zaraz zamienić się w nuklearny grzyb. Poirytowana Suzanne wypluwa z siebie kaskady bluzgów i w rebelianckim geście co rusz odchodzi od stołu. Matka tylko pozornie jest wypacykowaną pańcią – gdy przychodzi co do czego, zasila panteon pasywno-agresywnych, dolanowskich matron. Tylko sprawca całego zamieszania niewiele ma do roboty – Ulliel to aktor o intrygującej twarzy i sporym talencie dramatycznym, lecz gubi się pod batutą Dolana, nie potrafi oddać wewnętrznego rozdarcia Louisa. W filmie jak bumerang powraca motyw przekręconych wyrazów i niewłaściwej składni, w czym celuje głównie bohaterka Cotillard. I dzięki świetnej obsadzie ta metafora komunikacyjnej blokady staje się nieco subtelniejsza.  Niestety, cieniem na intrygującej konstrukcji kładzie się popkulturowa wrażliwość Dolana. Zwykle działa na jego korzyść, ale przy tak kolosalnych tematach jak śmierć, przemijanie i przyległości okazuje się niewystarczająca. Uruchamiane na autopilocie oraz ilustrowane francuskimi hitami wideoklipy z przeszłości i teraźniejszości bohaterów to po prostu zbyt duże skróty myślowe. Louis myśli o śmierci jak o kolejnej wielkiej narracji, której będzie gwiazdą, której piękno przyćmi życiową tragedię. A fakt, że Dolan tę optykę podziela, odrywa jego film od ziemi i zamienia w pretensjonalną fantazję o umieraniu na własnych warunkach.  
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire