Transformers 3 (2011) online hd

transformers-3-2011-online-hdDo trzech razy sztuka. Jeśli dwie pierwsze części Transformerów były wielkimi hollywoodzkimi fajerwerkami, to  trójka jest jak całodobowy pokaz noworocznych ogni. Świat się wali, iskry sypią się aż miło. Bay od dawna zapowiadał, że Transformers 3 będą ostatnią odsłoną przygód wielkich robotów z kosmosu w jego wykonaniu. Nakręcił więc ten film tak, jak Hollywood zwykło kręcić wszystkie zakończenia popularnych serii: rozdął widowisko do niewyobrażalnych rozmiarów, w slow motion pożegnał ze światem niektórych bohaterów i zagroził Ziemi w sposób, jaki do tej pory nie była zagrożona. O dziwo, obyło się bez napuszonych gadek o tradycyjnych amerykańskich wartościach. Umorusana i postrzępiona flaga USA pojawia się na chwilę tylko raz, w finale.    Prócz urywających tylną część ciała efektów specjalnych (nihil novi, jeśli idzie o tę trylogię), T3 ma widzom do zaoferowania dwie nowe Wunderwaffe: trzy wymiary oraz zastępczą żeńską bohaterkę graną przez Rosie Huntington-Whiteley. Co się tyczy tych pierwszych, momenty, kiedy zaobserwowałem je na seansie, można by policzyć na palcach jednej ręki. Zdecydowanie większą siłę rażenia ma brytyjska modelka wcielająca się w postać nowej dziewczyny Sama Witwicky-ego (LaBeouf). Gdy pierwszy raz pojawia się na ekranie, można odnieść wrażenie, że ogląda się reklamę bielizny Victoria Secret, a nie film science-fiction. Szczęściarz z tego Sama. Chłopak nie jest ani bogaty, ani superinteligentny, ani nawet szczególnie dowcipny, a regularnie trafiają mu się piękności z żurnala. Jeśli znana z dwóch pierwszych części Megan Fox była apetyczną królową rodea z sąsiedztwa, to Huntington-Whiteley przypomina luksusową call-girl. Mówi z seksownym wyspiarskim akcentem i ubiera się w obcisłe, krótkie sukienki. Można ją zabrać na spotkanie w dobrym towarzystwie bez obawy, że popełni faux pas. Dziewczyna nie ma za wiele do grania, toteż wypada na ekranie całkiem przekonująco. Tak jak w poprzednich odcinkach prawdziwi aktorzy pojawiają się wyłącznie na drugim planie.  Nadekspresyjny John Malkovich, zołzowata Frances McDormand  i wyluzowany John Turturro za tłuściutkie honoraria dodają filmowi klasy i uszlachetniają siermiężne zazwyczaj poczucie humoru. Nie trzeba chyba dodawać, że kradną każdą scenę, w której występują. Gwiazdami filmu pozostają tytułowe maszynki z odległej planety Cybertron. Ich świeżo wypolerowana karoseria lśni pełnym blaskiem, gdy ruszają do boju, niszcząc przy okazji kolejne metropolie. Bumblebee znów czaruje słodkimi oczętami i celnym okiem, nowy zawodnik w drużynie Decepticonów, Shockwave, demoluje za pomocą macek miejski krajobraz,  a Megatron knuje szczwane intrygi. Tytuł największego badassa bezsprzecznie należy się jednak Optimusowi Prime-owi. Niejeden fan uroni łezkę, gdy uzbrojony w miecz i działo dowódca Autobotów zacznie przetrzebiać szeregi konkurencji przy dźwiękach podniosłej muzyki Steve-a Jablonsky-ego. Fabuła tradycyjnie naszpikowana jest milionem dziur i absurdów, jakby scenariusz potraktowano na planie serią z karabinu maszynowego. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że nie o spójną i logiczną historię w Transformerach chodzi. Idealna odmóżdżająca rozrywka na lato. 
★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire