Tysiąc i jedna noc – cz. 2, opuszczony (2015) online pl HD

tysiac-i-jedna-noc-cz-2-opuszczonyWedług opinii wielu recenzentów „Opuszczony”, środkowa część osobliwej trylogii Miguela Gomesa, stanowi jej najmocniejsze ogniwo. Jeśli tak jest w istocie, duża w tym zasługa wpisanego w film eklektyzmu. Łączenie pozornie nieprzystających ze sobą konwencji to zresztą dla Portugalczyka żadna nowość. Już w debiutanckiej „Twarzy, na którą zasłużyłeś” reżyser płynnie przechodził od obyczajowej opowiastki o kryzysie egzystencjalnym trzydziestolatka do utrzymanej w duchu „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków” baśni.  Tym razem Gomes pozwolił sobie na jeszcze więcej. W „Opuszczonym” ludyczna ballada miesza się z brutalną groteską i sentymentalnym obrazkiem z życia mieszkańców lizbońskiego blokowiska. Każda z trzech nowel ma także wspólny mianownik – jest nim wyeksponowane już w tytule poczucie wyobcowania, które prowokuje u bohaterów desperację i osłabia ich moralne hamulce. Opowiadanie o ekstremalnych stanach zwalnia reżysera z obowiązku bycia subtelnym. „Opuszczony” gra w otwarte karty: jeśli śmieszy, to do rozpuku, a gdy wzrusza, chce wywołać u widza łzy. Najsłabiej wypada nowelka otwierająca film. Gomes opowiada w niej o losach Simao, starzejącego się bandyty obdarzonego malowniczą ksywką „Bez jelit”. Historia przedłużającej się ucieczki mężczyzny przed polującymi na niego stróżami prawa – wbrew pozorom – pozbawiona jest szelmowskiego uroku i po kilku chwilach zaczyna zwyczajnie nużyć. Bardziej interesująca niż same perypetie Simao okazuje się kwestia kultowego statusu, którym obdarzają go mieszkańcy okolicznej wioski. Wsparcie okazane groźnemu zbrodniarzowi stanowi w ich oczach dosadny akt zemsty na źle działającym państwie. Wątek braku zaufania do zasad i praw łączy historię Simao z drugą nowelą. Powolne tempo pierwszych partii filmu ustępuje w niej miejsca iście farsowemu impetowi. Oto pełna majestatu sędzina rozpatruje zwyczajną z pozoru sprawę kradzieży kilkunastu krów. W miarę powoływania kolejnych świadków, proces zaczyna stopniowo tonąć w oparach absurdu. Rozkosz, z jaką reżyser przedstawia upadek autorytetu prawniczki, wzbudza skojarzenia z najbardziej buntowniczymi skeczami Monty Pythona. Przy okazji potwierdza także, że w całej trylogii Gomesa najlepiej wypadają momenty przesiąknięte duchem karnawału, szargające państwowe świętości i czyniące niewesołą sytuację Portugalii pretekstem do oczyszczającego śmiechu. Po istnej gonitwie dowcipów, reżyser oferuje widzom chwilę wytchnienia. Nie oznacza to jednak, że zaczyna cierpieć na brak pomysłów. W ostatniej nowelce każe nam spojrzeć na otaczającą rzeczywistość oczami psa. Uroczy Dixie wędruje od mieszkania do mieszkania, gdyż kolejni właściciele okazują się na tyle niezaradni lub pogrążeni w egzystencjalnym marazmie, że nie potrafią zapewnić mu odpowiedniej opieki. Choć brzmi to wszystko z pozoru mało poważnie, na ekranie wypada naprawdę przejmująco. Nieumiejętność zatroszczenia się o zwierzaka dobitnie uświadamia przecież opiekunom nędzę ich własnego położenia. Demonstrowana w filmie niemal na każdym kroku reżyserska kreatywność mogła okazać się zwodnicza i doprowadzić do przerostu formy nad treścią. Na szczęście nad „Opuszczonym” unosi się ten sam duch empatii, którego obecność dało się wyczuć już w pierwszej części cyklu. Choć bohaterowie wiele razy postępują w sposób wątpliwy etycznie, reżyser wciąż staje za nimi murem, rozgrzesza błędy, a odpowiedzialnością za nie obarcza jednocześnie nieudolnych i cynicznych polityków. Nawet jeśli zwykli Portugalczycy mają prawo czuć się opuszczeni przez wszystkich innych, Gomes zapewnia w swoim filmie, że zawsze będzie tkwił na posterunku.
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire