Zombieland (2009) online hd

zombieland-2009-online-hdNiewesołe jest życie nastolatka, zwłaszcza po zombie-apokalipsie. Kumple zredukowani do plątaniny jelit, dziewczyna nadgniła, rodzina w początkowym stadium analfabetyzmu (ciągle tylko agh ugh i ble ble, jak u Żuławskiego). Kina pozamykane, w klubach pustki, na stadionach mało emocjonująca gra w zabijanego. Główny bohater zna ten ból. Siedząc na sedesie w publicznej toalecie i ściskając gorączkowo strzelbę, nie wygląda kwitnąco. Wkrótce do jego kabiny zapuka jednak przygoda. Dużo ostatnio myślałem. I chyba już wiem, jak to jest z tymi zombiakami. Śmiać się z nich można, a i owszem, jednak zabawy starcza wtedy na dwa kwadranse (przypadek tracącego impet z każdą minutą Wysypu żywych trupów). Odstrzeliwanie im łbów, czy to podpatrzone (film), czy własnoręczne (gry), jest o wiele lepsze i daje niepomiernie więcej frajdy. U debiutanta Rubena Fleischera w ruch idą nie tylko pistolety, strzelby i półautomaty, ale także piły, łańcuchy, noże, kije do golfa, mrożonki, a nawet fortepian. I pewnie dlatego jest tak młodzieżowo, wystrzałowo i w ogóle gumy turbo. Przypomina się kapitalna scena z najlepszego filmu o zombie, czyli przeróbki Świtu żywych trupów Zacka Snydera. Oto porozumiewający się krótkofalówkami bohaterowie, strzelają dla zabawy do nieumarłych, ale tylko do tych, którzy wykazują podobieństwo do amerykańskich celebrytów. Zombieland to ten sam poziom wyrafinowania. Rozpędzony zombiecoaster nie zabierze was na wyżyny subtelnego humoru, lecz zapewniam że będziecie się śmiać do rozpuku, gdy buchający testosteronem Woody Harrelson wymierzy kolosalną giwerę w stronę Abigail Małej miss Breslin, a szukających schronienia bohaterów przygarnie sam Bill Murray (i jeszcze zapuści im dla relaksu Pogromców duchów). Familijną historyjkę o Pociesznym Chłopcu, który na swojej drodze spotyka Twardego Mężczyznę, Jeszcze Twardszą Kobietę i Rezolutne Dziecko, ogląda się bez bólu, darujcie więc natchnione interpretacje o wirusie społecznej znieczulicy i upadku świeckiej moralności, nie w tym życiu. Nie znajdziecie tu metafory na miarę zombie-konsumenta, są za to głośne pukawki, oderwane ręce i facet w kowbojskim kapeluszu, który każe zwracać się do siebie per Tahallassee. Hej, hej, hej, to już całkiem sporo.
★★★★

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

OceanFire